List do Frankowicza

Drogi Frankowiczu,

wiem że się nie znamy i bardzo możliwe, że nigdy nie zobaczymy się w realnym świecie. Dzięki rozwojowi technologicznemu możemy porozmawiać na odległość. Korzystając z tej możliwości chciałbym przekazać Ci kilka własnych przemyśleń dotyczących sytuacji, w której znalazłeś się, tak jak wielu innych Polaków.

Być może słyszałeś, że banki sprzedały około 900.000 kredytów powiązanych z walutą franka szwajcarskiego – CHF. Być może pamiętasz – jak byłoby to dziś – sytuację, w której pracownik banku czy pośrednika namawia Cię do wzięcia kredytu “we frankach”, który miał być tani i bezpieczny. W obliczu możliwości kupienia własnego mieszkania, zbudowania wymarzonego domu czy przygotowania się na powiększenie rodziny, zaufałeś pracownikowi instytucji finansowej i zawarłeś umowę kredytową. Ta decyzja, którą podjęło prawie 2.000.000 dorosłych Polaków, po latach stała się przyczyną Waszych zmartwień i obawy o to, co przyniesie kolejny dzień.

Chciałbym powiedzieć Ci kilka słów o mnie. Jestem radcą prawnym, prowadzę własną kancelarię. Kiedy pisałem pracę magisterską z zakresu dyrektyw unijnych, nie pomyślałbym o tym, że wiedzę tą wykorzystam w pracy zawodowej. Tak się jednak złożyło, że bliskie mi osoby znalazły się w takiej samej sytuacji jak Ty. Trochę z poczucia obowiązku, być może trochę z tkwiącej we mnie przekory, obiecałem przyjrzeć się tematowi i sprawdzić, czy da się “cokolwiek zrobić”. I właśnie ta ciekawość połączona z chęcią pomocy doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem dziś, pisząc do Ciebie ten list.

Mój list do Ciebie jest formą manifestu – przedstawienia tego, co widzę dziś i co widziałem przez ostatnie blisko 3 lata. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów z klientami, z przesłuchań świadków, z zeznań pracowników banków, z dokumentów przedstawianych przez banki w toku postępowań sądowych, z coraz śmielej pojawiających się opracowań i publikacji naukowych dotyczących tematyki kredytów powiązanych z obcymi walutami, z opinii biegłych sądowych, wreszcie z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wyłonił mi się pełny obraz okoliczności, w których bank – mający być instytucją zaufania publicznego – Tobie i ogromnej ilości innych osób sprzedał toksyczny produkt finansowy.

Opierając się na doświadczeniu moim oraz osób, z którymi współpracuję, jestem gotowy postawić tezę, że przygotowując i wprowadzając na rynek taki produkt jak kredyt powiązany z obcą walutą, banki doskonale wiedziały co robiły. Wiedziały jakie skutki finansowe będzie to niosło dla kredytobiorców, a także jakie ryzyko będzie ponosić każda ze stron umowy.

Spójrzmy wspólnie na kilka faktów. W 1997 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował opracowanie, w treści którego wskazał, że rozszerzenie Unii Europejskiej o kolejne kraje (przede wszystkim z Europy Środkowej), w tym o Polskę, będzie miało istotny wpływ na zachowania kursów walut tych krajów. Teza postawiona przez ekspertów zmierzała do tego, że rozszerzenie Unii o nowe kraje doprowadzi w pierwszej kolejności do umocnienia się kursów walut w tych krajów, a następnie do ich osłabienia. 10 lat później te przewidywania spełniły się w całości.

W latach 2004-2007 część instytucji finansowych zaczęła mieć na tyle poważne problemy, że musiała zwolnić dużą ilość pracowników. W podobnym okresie w Stanach Zjednoczonych podnoszone były stopy procentowe, które doprowadziły do zahamowania sprzedaży na rynku nieruchomości, a także częściowo do wystąpienia trudności ze spłacaniem kredytów przez osoby, którym z tego powodu wzrosły raty kredytowe.

Banki już w kwietniu 2007 roku wiedziały, że rośnie ryzyko kursowe polskiej waluty do walut obcych. W tym czasie rozpoczął się kryzys w USA na rynku transakcji repo, zaś koszty zabezpieczenia transakcji walutowych w zakresie ryzyka zaczęły zauważalnie rosnąć. Była to czytelna oznaka, że osoby dysponujące dużym kapitałem spodziewają się zawirowań na rynku walutowym w niedługim czasie, co niesie za sobą znaczne ryzyko dla osób wystawionych na ryzyko kursowe.

A w tym czasie banki w najlepsze udzialały kredytów pseudowalutowych.

Retoryka instytucji finansowych, zarówno w przestrzeni publicznej jak i na salach sądowych, sprowadza się w dużej mierze do promowania teorii znanej powszechnie pod nazwą “widziały gały co brały”. Wiele osób, z którymi rozmawiam, zwłaszcza te nie posiadające kredytu “frankowego”, stoi na podobnym stanowisku twierdząc, że decyzja o zawarciu umowy kredytowej była podejmowana w stu procentach świadomie, zaś kredytobiorca doskonale wiedział, z jakim ryzykiem będzie musiał się mierzyć w przyszłości.

Powyższa teoria, choć wydaje się całkowicie naturalna, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dekadę temu klient banku nie miał świadomości, że ryzyko kursowe występuje wyłącznie po jego stronie. Nie wiedzieli o tym nawet pracownicy banków biorący udział przy sprzedaży produktów kredytowych. Pozwól, że ponownie odwołam się w tym miejscu do sal sądowych i opinii biegłych, dzięki którym dowiedziałem się, że sprzedaż kredytów powiązanych z walutą CHF była dla banków od samego początku sposobem na zarobienie znacznie większych pieniędzy, niż w przypadku typowych produktów kredytowych.

Jeżeli masz wątpliwości czy rzeczywiście tak było, spójrz proszę na następujące fakty:

– bank inaczej liczył zdolność kredytową w przypadku kredytu powiązanego z walutą CHF, dzięki czemu był w stanie udzielić kredytu na wyższą kwotę,

– w przypadku “kredytów w CHF” banki stosowały znacznie wyższe marże niż w przypadku kredytów czystych złotówkowych; bank zarabiał dzięki temu dodatkowo na oprocentowaniu, które było wyższe,

– banki korzystały z szeregu rozwiązań zabezpieczających ryzyko kursowe, zwłaszcza z tzw. swapów procentowo-walutowych, co finalnie powodowało, że niezależnie od tego, czy kurs franka szwajcarskiego pójdzie w górę czy też w dół, bank i tak zarabiał,

– w odróżnieniu do klasycznych kredytów banki zarabiały dodatkowo na fikcyjnej usłudze kantorowej, czyli różnicach między kursem kupna a kursem sprzedaży, chodź usługa taka w rzeczywistości nigdy nie była świadczona.

Powyższe cztery argumenty dowodzą, jakie były rzeczywiste intencje banków przy sprzedaży kredytów powiązanych z walutą CHF. Wierzę, że przyjdzie moment, w którym ogół opinii publicznej pojmie, że produkt ten był świetnym rozwiązaniem wyłącznie dla banku, a nie jego klientów.

To wszystko, co napisałem powyżej, nie ma na celu wyłącznie pokazanie Tobie, że stałeś się stroną nieuczciwej transakcji z bankiem. Wręcz odwrotnie, chciałbym powiedzieć Ci w tym miejscu, że to co bank wykorzystał przeciwko Tobie przy zawarciu umowy kredytowej, staje się równocześnie Twoim argumentem przeciwko bankowi. I właśnie te argumenty, a także szereg innych, wykorzystuję jako pełnomocnik kredytobiorców w sprawach z bankami, zarówno wtedy gdy reprezentuje Ciebie jako pozwanego, jak i wtedy, gdy sam podejmujesz decyzje o skierowaniu sprawy na drogę sądową, wyprzedzając bank.

Chciałbym również, żebyś po przeczytaniu tego listu nabrał wiary, że z bankiem da się wygrać, że bank również ponosi konsekwencje swoich działań, i że konsekwencją będzie konieczność zwrócenia Tobie tego, co zabierał przez tyle lat, a co nigdy do niego nie należało.

I na koniec chciałbym, żebyś uwierzył, że z moją pomocą możesz walczyć z bankiem na sali sądowej jak równy z równym. Nie tylko walczyć, ale równie wygrać.

Sylwester Kasprzewski

Radca prawny

Dodaj komentarz